Ludzka czy Narodowa?

Julia Szyndzielorz

(praca napisana na warszatat prasowy u red. Gottesmanna w Collegium Civitas)

(nie kopiuj tej pracy, gdyż wie o niej antyplagiat.pl)

Biblioteka Narodowa to miliony książek i innych dokumentów, których zwykłemu czytelnikowi nie jest dane zobaczyć. Co zatem widzi i czego doświadcza czytelnik w bibliotece?

Od zgiełku do ciszy

Oddalamy się od zgiełku Alei Niepodległości. Zgiełk zamienia się w śpiew ptaków. Przekraczamy bramę prowadzącą do wejścia dla czytelników Biblioteki Narodowej. Mijamy tajemniczy kamienny krąg, który, jak się później okaże w rozmowie z Panią z informacji, kazał postawić tutaj poprzedni dyrektor, który również lubił się z kręgiem fotografować. Wchodzimy do Biblioteki. Śpiew ptaków zamienia się w ciszę.

Od wejścia do samego serca składnicy dziedzictwa kulturowego Polaków dzieli nas jeszcze tylko zostawienie „okrycia wierzchniego” i torby w szatni, no i niezbyt przyjazny wzrok pani szatniarki: -Boże, jakie to ciężkie- wykrzykuje z dezaprobatą po podniesieniu mojej torby. Jestem zarejestrowanym czytelnikiem, więc omija mnie procedura zakładania karty bibliotecznej.

Bezimienni bohaterowie

Kiedy staniemy w dowolnym miejscu biblioteki, zauważymy, że panuje w niej prawie absolutna cisza, którą przerywa tylko brzęczenie świetlówek. I właśnie to chyba uderza tutaj najbardziej – cisza, cisza przez duże C. Ale czy ten wielki gmach ma jakąś ludzką twarz? Czy z kimś będzie można na ten temat porozmawiać?

Wychodzę na zewnątrz. Na ławeczce siedzą dwie panie w średnim wieku i palą papierosy. Po przepustkach wiszących na ich szyjach widzę, że pracują w czytelni ogólnej Biblioteki. -Czy zechciałyby porozmawiać o bibliotece, o jej ludzkim wymiarze? -Nie udzielamy tego typu informacji- mówi jedna, druga potakuje. Po chwili, pani, która tylko potakiwała, już bez koleżanki, lituje się nade mną i wraca… – żeby zaprowadzić mnie do swojego dyrektora. Dyrektor siedzi chwilowo w rejestracji, coś pisze, wokół nie zapowiada się na to, żeby ktoś chciał się najbliższym czasie zarejestrować.

–Porozmawiać? O Bibliotece? Ludzka twarz? Ale teraz? Teraz jestem zajęty, a w ogóle to nie udzielam tego typu informacji. Od tego w Bibliotece są ludzie, na pewno w Informatorium ktoś Pani pomoże- mówi i kończy rozmowę wskazując mi jednocześnie kierunek, w którym powinnam się udać.

W Informatorium spotykam samotnie siedzącego za biurkiem pana. Widać, że chciałby ze mną porozmawiać, ale krępuje go obecność innych ludzi. –Po informacje? To nie do mnie, najlepiej zgłosić się do dyrekcji biblioteki, ale to trzeba się umówić telefonicznie. No, może do koleżanki z biurka obok, ale koleżanki chwilowo nie ma- odpowiada. Tyle właśnie informacji uzyskałam w Informatorium.

Ludzki wymiar

Dlaczego dotychczasowi bohaterowie tego reportażu są bezimienni? – Bo nie udzielają tego typu informacji. Postanawiam więc zacząć od początku, czyli od wejścia. Zaraz za bramkami mającymi na celu wykrycie ewentualnych kradzieży siedzi Pani Elżbieta. Pani Elżbieta nie udziela tylko informacji na temat swojego nazwiska, a poza tym jest bardzo rozmowna. Ma około 35 lat i wydaje się zadowolona z życia. Może humor poprawiła jej Kinga Rusin, która tańczy na okładce dwutygodnika leżącego przed nią na biurku?

Pani Elżbieta w Bibliotece Narodowej pracuje od jedenastu lat. Trafiła do niej przez znajomych, bo szukała pracy. Nie ma wykształcenia bibliotecznego. Na początku pracowała sama w oddzielnym pokoju, gdzie uzupełniała kartotekę biograficzną. Ta praca jej się jednak nie podobała. –Strasznie mnie nudziła, ta jest o wiele lepsza- mówi. Teraz Pani Elżbieta pracuje pośród ludzi, którym przez cały dzień udziela informacji. Przed jej biurkiem przewija się nawet do tysiąca osób dziennie. Przyjeżdżają wycieczki z całej Polski, bibliotekarze, starsi ludzie, studenci, słuchacze uniwersytetu trzeciego wieku.

Gdzie w Bibliotece toczy się prawdziwe życie? Według Pani Elżbiety na korytarzach. – Mało kto cały czas siedzi w pokoju-. -Niegdyś również stołówka była miejscem spotkań, ale teraz jest nowy właściciel i już nie jest tak samo- mówi. Pani Elżbieta musi kończyć rozmowę, bo zadzwonił do niej telefon, że musi dokądś iść. Woli nie zdradzać mi swojego nazwiska.

Wymiar architektoniczny

Sam gmach Biblioteki również wart jest opisania. Od zewnątrz widać tylko, że jest ogromny, i, że czytelnicy nie są w nim najważniejsi, o czym świadczy to, że, w przeciwieństwie do tego typu instytucji w innych krajach, od frontu wchodzą pracownicy, a czytelnicy mają do swojej dyspozycji wejście boczne. Obszar dostępny czytelnikom ma ciemne, granitowe podłogi, które dobrze współgrają z zupełną ciszą, jaka panuje w środku. Ze współczesnym myśleniem o bibliotece (prezentowanym w praktyce m.in. przez Bibliotekę Uniwersytetu Warszawskiego) kontrastuje również brak światła dziennego. Wprawdzie wzdłuż korytarzy są okna, ale większość z nich została szczelnie zasłonięta wertikalami. Za to za nimi, jeżeli je odsuniemy, kryją się ciekawe rzeczy np. skupisko krzewów lub dziwna konstrukcja z kryształów. Czytelnie, barki, toalety – wszystkie te pomieszczenia zachowały oryginalny wystrój z czasów PRL, który trzeba przyznać ma swój czar.

Czytelnicy

Ale co o bibliotece sądzą ci, którzy powinni stać w niej na pierwszym miejscu, czyli czytelnicy? Zuzanna i Agata w BN spędzają dużo czasu, bo uczą się do matury. –Mimo tego, że często nie ma tu książek, których szukam, lubię tu przychodzić – mówi Zuzanna.

-Mogę chyba śmiało powiedzieć, że to moje ulubione miejsce w Warszawie, a samej Warszawy nie lubię –dodaje Agata. Obie również są zgodne, że w Bibliotece spotykają „fajnych ludzi”. Brak dziennego światła im nie przeszkadza.

Na korytarzu, w drodze na zewnątrz, na papierosa spotykam również pana Macieja, który w Bibliotece Narodowej pracuje nad swoim doktoratem. Pan Maciej Słęcki lubi tę bibliotekę. –Cenię ją przede wszystkim za to, że jest blisko domu, no i za to, że nie ma w niej tłoku- A w domu pan Maciej ma dwóch małych synków, więc można zrozumieć, dlaczego szuka spokoju. Na pytanie, czy nie przeszkadza mu to, że pracownikom biblioteki brakuje charyzmy Pan Maciej odpowiada jak na politologa przystało: – Charyzma potrzebna jest w partii, a w bibliotece? Książka-.

Również na dworze spotykam pana Wiesława Rogalę, który pracuje w służbie ochrony Biblioteki Narodowej. Jak do niej trafił? –Pracę załatwił mu w 1999 roku kolega. – Teraz jest moim szefem – dodaje Pan Wiesław. Na co dzień Pan Wiesław, jako funkcjonariusz służby ochrony Biblioteki Narodowej nosi przy sobie broń z ostrą amunicją, ale jeszcze nigdy nie musiał jej użyć. W pracy i w bibliotece ceni sobie to, że otacza go dużo zieleni i, że panują w niej cisza i spokój. Pracy nie uważa za trudną. System zmianowy sprawia, że pracuje na przykład dzień i noc, a potem ma dwa dni wolne. Ważne dla niego jest również to, że przyjaźni się z kolegami z pracy i, że tworzą „naprawdę zgraną paczkę”..

Ludzka twarz

Podsumujmy więc i postarajmy się odpowiedzieć na pytanie, jaka jest twarz Biblioteki Narodowej. Od zewnątrz na pewno uśmiechnięta – taka jak pan Wiesław Rogala ze służby ochrony biblioteki. Zaraz przy wejściu sympatyczna, ale czujna – jak Pani Elżbieta z Informacji. Idąc trochę dalej posępna i znudzona życiem – jak Panie szatniarki, a jeszcze głębiej, blisko serca zastraszona i podenerwowana- jak Panie z czytelni ogólnej, ich szef i „załoga” Informatorium. Wydawałoby się, że z zachowań i sposobu bycia pracowników Biblioteki Narodowej można wywnioskować, że cisza nie służy ludziom, bo ci, którzy mogą ze sobą swobodnie rozmawiać (jak na przykład Pani Elżbieta i Panowie ochroniarze) pozostają w dobrym humorze, a ci pracujący głębiej we wnętrzu Biblioteki, w zupełnej ciszy wydają się raczej sfrustrowani.

(nie kopiuj tej pracy, gdyż wie o niej antyplagiat.pl)

Julia Szyndzielorz